Pewnego dnia pod koniec zimy, po porannym spacerze zobaczyłem, że wychodzi dosypać ziarna do karmnika. Bardzo lubię tam chodzić, bo tyle tam zapachów i śladów. Wszystkie psy, które idą do parku zostawiają w pobliżu wiadomości. Widziałem, że nie ma ochoty mnie zabrać, ale zacząłem prosić i skakać. Skakałem bardzo wysoko, jak tylko mogłem najwyżej i prosiłem. Przecież to jest przed samym domem, przecież będę grzeczny, przecież będę
słuchał i wrócę do domu szybko.
W końcu zgodziła się. Co za radość. W podskokach zbiegłem po schodach i gdy tylko drzwi się uchyliły pobiegłem w stronę karmnika. Niech widzi jaki jestem grzeczny. Zajęła się nasypywaniem ziarna, a ja zacząłem czytać wiadomości.
Nagle zobaczyłem koło krzaka psa. Nie znałem go, ale przecież nie mieszkam tu długo. Był mniejszy ode mnie i machał przyjaźnie ogonem. Podszedłem, żeby się przywitać i przedstawić. Zaproponował zabawę. Nie chciałem się zgodzić, bo obiecałem, ale on powiedział, że będziemy się bawić tylko tu koło domu. A więc ruszyłem ochoczo. Za sobą usłyszałem głośne „wracaj”, no przecież ja nigdzie daleko nie odbiegam tylko bawię się z nowym kumplem.
Biegłem kawałek za nim zastanawiając się, czy może lepiej byłoby wrócić i nagle kumpel zniknął za krzakiem. Obiegłem krzak dookoła, ale jego tam nie było. Pobiegłem w jedna stronę, potem w drugą, ale nigdzie go nie było. Postanowiłem wracać szybko do domu. Rozejrzałem się i zobaczyłem kilka ścieżek, ale która prowadzi do domu? Wszystkie domu długie i wysokie i żaden nie jest podobny do mojego. Ogarnął mnie strach. Znowu jestem na ulicy i nie mam domu. Znowu będę głodny i będą mnie przeganiać. Ja tak bardzo chcę wrócić do mojego domku. Zacząłem krążyć szukając jakiegoś znajomego miejsca. Nagle zobaczyłem sklep, wprawdzie zamknięty, ale do tego sklepu często przychodziliśmy, może i dzisiaj przyjdzie i mnie znajdzie. Usiadłem pod sklepem zamknąłem oczy i zacząłem powtarzać. „przyjdź tu znajdź mnie, bardzo cię proszą przyjdź tu, już zawsze będę słuchał” . Nagle usłyszałem, że ktoś woła moje imię. To nie był jej głos, ale ktoś mnie znał, pewnie wie gdzie mieszkam. Szybko otworzyłem oczy i zobaczyłem panią, która pochylała się nade mną . Poznałem ją była u nas w domu i nawet raz dostałem od niej kawałek ciasta. Patrzyłem na nią z nadzieją i cicho prosiłem „zaprowadź mnie do domu”. Pani wzięła mnie na ręce i powiedziała to co najbardziej chciałem usłyszeć „zaniosę cię do domu”. W domu przywitano mnie z radością, choć z wyrzutami, ale ja czekałem cicho kiedy ona wróci z poszukiwań. Pewnie będzie bura .
Wróciła po chwili (już wiedziała, że jestem, bo spotkała tą panią) Podszedłem gotowy przyjąć każdą burę. A ona wzięła mnie na kolana i przytuliła. Teraz już wiem- jest nie tylko moją przyjaciółką, ale i moją panią.



1 komentarz:
Po prostu miałam ciarki na plecach,czytając to.
Przeczytałam to mojej Małej,żeby tez wyciągnęła dla siebie jakies wnioski,a ona jak zwykle:nura pod kołdrę,skąd usłyszałam tylko sapnięcie:"jak nie będziesz mnie włóczyła w mokre albo zimne dni po polu,to nie bedziesz miała takich problemów!".
No i co? M+M
Prześlij komentarz